niedziela, 2 października 2016

Z pamiętnika podróżnika (19) - B jak balony są piękne

Głównym celem mojej podróży jest Nowy Meksyk i odbywająca się tam Baloon Fiesta, ale nie ukrywam, że na króciutki przystanek w Teksasie też trochę czekałam. Zastanawiałam się iluż to kowbojów przez sześćdziesiąt minut na lotnisku w Dallas uda mi się zobaczyć. Spotkało mnie jednak wielkie rozczarowanie. Z nakryć głowy wypatrzyłam przede wszystkim czapeczki z daszkiem, tak zwane bejsbolówki, a jedyny kapelusz spoczywał na głowie pewnego Azjaty i w dodatku zupełnie nie był w kowbojskim stylu. Godzina na lotnisku szybko minęła na czytaniu książki, a po kolejnych dwóch byłam już w Nowym Meksyku.


Na lotnisku w Albuquerque również czekała na mnie niespodzianka, tym razem zdecydowanie przyjemna. Budynek portu lotniczego jest przepiękny. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam portu lotniczego, który tak doskonale oddaje klimat miejsca, w którym się znajduje. Z terminalu odebrał mnie Clark. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, więc było sporo do opowiedzenia, pewnie moglibyśmy gadać i całą noc. Czekała nas jednak pobudka o czwartej rano, więc jednak wypadało położyć się chociaż na te trzy godzinki.

Mimo tak krótkiego odpoczynku nie było mi wcale tak trudno wstać, chyba emocje związane z festiwalem pomogły mi się rozbudzić. Po godzinie dojechaliśmy do Parku Balonów, zaopatrzyliśmy się w kawę i staneliśmy w kolejce po śniadaniowe burrito. Pewnie zastanawiacie się po co w ogóle zrywaliśmy się tak wcześnie. balony latają jedynie z samego rana, bo wtedy są najlepsze warunki atmosferyczne. Później jest zdecydowanie za ciepło.

O godzinie szóstej festiwal zainaugurował Laser Show, na wielkim placu pojawiło się kilka balonów, które miały za zadanie sprawdzić warunki dla całej reszty. Było jeszcze ciemno, wschodzące słońce czaiło się jeszcze za górami Sandia. Ogień uniósł pierwsze balony i pięknie je podświetlił.



Niesamowity widok! Stopniowo na placu zaczęto pompować coraz to nowe balony. W międzyczasie wyszło słońce i nadało wszystkiemu wokół pięknych barw. O godzinie siódmej balony zaczęły falami unosić się do góry. Ile kolorów, ile kształtów! Cudownie!





Na zdjęciach wygląda to przepięknie, ale na żywo jeszcze z co najmniej dziesięć razy lepiej. Takie wpatrywanie się w niebo wypełnione balonami we wszystkich kolorach tęczy jest niesamowicie relaksujące. Można zupełnie stracić poczucie czasu. Po dwóch godzinach, które wydawały się tylko chwilą wystartowała ostatnia fala balonów. Z czasem stawały się coraz mniejsze i mniejsze, aż zniknęły w oddali. Wróciliśmy do mieszkania Clarka na zasłużoną drzemkę.

Wieczorem wróciłam jeszcze do Parku Balonów na wieczorną sesję. Tym razem balony nie wzbijały się w powietrze, ale można było podziwiać ich świecące kopuły o zmroku. Wieczór zakończył laser show i pokaz fajerwerków. Niezapomniany dzień!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz