Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2015

Z pamiętnika podróżnika (4) - Park Narodowy Mont-Tremblant

Po zwiedzaniu Montrealu przyszedł czas na spędzenie trochę czasu na łonie natury. Wstaliśmy z samego rana, zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Po zapłaceniu za wjazd do parku, zaparkowaliśmy samochód i wybraliśmy trasę wędrówki. Zdecydowaliśmy się na drogę o długości 10 kilometrów, która prowadziła na szczyt wzgórza. 



Jeszcze przed dotarciem na górę czekały na nas piękne widoki. Morze drzew liściastych, które zaczęły zmieniać już kolory na żółty i czerwony, przeplatane wysokimi iglakami. Cudowne jesienne panoramy uatrakcyjniały rzeki i liczne jeziorka. Na szlaku spotkaliśmy trochę zwierzaków, przede wszystkim całe mnóstwo wiewiórek i ptaków, ale też dwa jelonki i nawet węża. Nie był duży, ale i tak największy jakiego miałam okazję oglądać na wolności. 



Po około trzech godzinach wędrówki wróciliśmy pod samochód, wzięliśmy prowiant i przeszliśmy się nad wodospad, gdzie spałaszowaliśmy nasze kanapki. 



Po jedzonku obejrzeliśmy jeszcze jeden wodospad, a na deser zostawiliśmy sobie kąpiel w zimnym kanadyjskim jeziorze. Brr. 



Po wysuszeniu się wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Na trasie złapał nas porządny deszcz. Już wcześniej w parku trochę pokropywało momentami, ale było też sporo przebłysków słońca. W drodze do USA jednak rozpadało się na dobre. Granicę przekroczyliśmy bez problemów, paszporty, kilka pytań i możemy wjeżdżać. Następnie kilkaset kilometrów autostradą na południe i jesteśmy w Bostonie. Jutro ruszamy na miasto.

poniedziałek, 28 września 2015

Z pamiętnika podróżnika (3) - Montreal

Zwiedzanie Montrealu rozpoczęliśmy od wspinaczki na Mont-Royal, skąd rozpościera się wspaniały widok na całe miasto. 



Ponieważ zmęczeni wczorajszą podróżą pospaliśmy dziś trochę dłużej, to zaraz po zejściu ze wzgórza zaczęliśmy rozglądać się za obiadem. Wybór padł na montrealski smakołyk - wędzone mięso. Być może nie wyglądało zbyt apetycznie, szczególnie wciśnięte pomiędzy kawałki chleba, ale musicie mi wierzyć na słowo, że smakowało znakomicie. 





Pokrzepieni posiłkiem udaliśmy się do starej części Montrealu i do portu. Znajduje się tam między innymi katedra Notre-Dame, ale do paryskiej się nie umywa, zresztą cała okolica nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Być może Kanadyjczycy czy Amerykanie zachwycają się tą dzielnicą, bo w ich krajach nie ma zbyt wielu zabytków i każdy budynek mający kilkaset lat robi na nich wrażenie. Dla Europejczyka jednak nie jest to nic nadzwyczajnego. 



Po wizycie na "starym" mieście udaliśmy się na wyspę, na której znajduje się ogromna rzeźba w kształcie kuli. Bardzo ciekawe miejsce do cykania fotek. Na tym zakończyło się nasze zwiedzanie miasta. 



Na koniec jeszcze taka jedna luźna historyjka. Pewnie część z Was grało albo być może wciąż gra w planszówkę Ryzyko. Ja grę tą pamiętam przede wszystkim z wakacji w Chorwacji, gdzie z kuzynami i innymi dzieciakami spędzaliśmy grając w nią długie nocne godziny. To właśnie wtedy po raz pierwszy obiły mi się o uszy nazwy kanadyjskich prowincji takich jak np. Ontario czy Quebec. Nigdy jednak nie myślałam, że będę miała okazję odwiedzić te miejsca osobiście. Magia :)

Jutro wyprawa do kanadyjskiego parku narodowego Mont-Tremblant i trochę czasu na łonie natury przed następnym miastem.

niedziela, 27 września 2015

Z pamiętnika podróżnika (2) - Pierwszy raz w Kanadzie

Pablo odebrał mnie z lotniska w Detroit i ruszyliśmy w drogę do Montrealu. Po niecałej godzinie dotarliśmy do granicy kanadyjskiej. Celniczka wzięła nasze paszporty, spytała skąd jesteśmy, gdzie obecnie mieszkamy, po co jedziemy do Kanady i ile czasu zamierzamy zostać. Pieczątki żadnej nie wbiła do paszportów, mam nadzieję, że nie będziemy mieli problemów przy powrocie do USA. 


No i witamy w Kanadzie. A potem już tylko autostrada, autostrada i jeszcze raz autostrada. Nie ma za bardzo co opisywać. Chociaż... Czy potraficie wyobrazić sobie ośmiopasmową autostradę? Tak, osiem pasów w jedną stronę, osiem w drugą. I jak? Wyobraziliście sobie? Chyba nie było trudno. No to teraz wyobraźcie sobie korek na takiej ośmiopasmówce. To właśnie widziałam w Kanadzie w okolicach Toronto. Wydaje się prawie niemożliwe. A jednak. Cztery wypadki na drodze i nawet osiem pasów nie dało rady. 

Na szczęście po minięciu Toronto poszło już gładko. Autopilot bardzo się przydał, bo były i odcinki po 400 km prosto tą samą autostradą. I tak dotarliśmy do Montrealu. Więcej już niebawem:)